Historia Marcina i jego więzadła krzyżowego

2017-02-17

 

Chcielibyśmy przytoczyć wam dzisiaj pewną historię...
Ma ona początek kilka miesięcy temu kiedy to nasz obecny podopieczny, Marcin ulega nieprzyjemnemu urazowi skrętnemu kolana prawego.

 

Szczęście w nieszczęściu, doktor na podstawie MRI stwierdza u niego zerwanie więzadła krzyżowego przedniego (łac. ACL), szczęście, bo jak na taki uraz i stan Marcina na świeżo po urazie, zerwanie ACL'a to pestka wobec możliwych, tragicznych prognoz.
Doktor zaleca ostrą rehabilitację, wszak kolano zgina się w 20% prawidłowego zakresu ruchomości, o prostowaniu można zapomnieć, w ocenie rehabilitanta ... będzie ostra jazda.

 

Walka z początkiem listopada zaczyna się na dobre, jest ciężko, zakres idzie powoli, jest nerwowo, doktor wyznaczył deadline, wytyczne jednoznaczne, brak sukcesu równy artroskopii.
Marcin i fizjo wyznaczają wspólny cel, za żadne skarby nie dopuścić do zabiegu. Są wzloty i upadki, lepsze i gorsze dni, ale jest nadzieja. Karta badania pokazuje jednoznacznie, że zgięcia przybywa, wyprost powstaje. Stan pacjenta się poprawia, fizjo wysyła go na spacery, nic tak nie poprawia ukrwienia jak solidny spacerek, nic tak nie poprawia humoru jak świeże powietrze po kilku tygodniach spędzonych w domu.

 

Dzień testu nadchodzi, Marcin odwiedza doktora, wie, że jest postęp, czeka potwierdzenia. Doktor chwali Marcina za dobrą robotę, rehabilitanta za mądrze obrany kierunek. Ot pierwszy ważny sukces na wspólnej drodze do zdrowia. Doktor jednak nie pozwala aby panowie spoczęli na laurach, jest nowy deadline, nowe wytyczne i cień nadziei, że artroskopii nie będzie.

 

Marcin i fizjo bez zwłoki biorą się do pracy, jest ostro, do mobilizacji dokładane są coraz to nowsze i trudniejsze ćwiczenia, wszak mięśnie muszą rosnąć a nie są to kwiaty, wodą, światłem i gazem się nie nakarmią. Marcin jest zdeterminowany, zadania domowe robi kilka razy dziennie, kilka rundek na plus to dla szybszego powrotu do zdrowia.

 

Historia się powtarza, Marcin odwiedza doktora, ortopeda zadowolony, artroskopii nie będzie, może też nie będzie rekonstrukcji bo kolano spełnia swoją funkcję. Zalecenia bez zmian: Marcin pracuj z tym fizjo, ma głowę na swoim miejscu i dodatkowo robi z niej dobry użytek. Tak dalej, a z reko się zobaczy na następnej wizycie.

 

Pacjent wniebowzięty, rozpisuję u fizjo następna serię wizyt, trzeba przecież kuć żelazo póki gorące. Marcin w gabinecie wyczynia różne sztuczki, to na BOSU, to na trampolinie, przez płotki, na stepie, ależ pomysłowy ten fizjo, co on jeszcze wymyśli.

 

Dzień próby zbliża się nieubłaganie, może tej rekonstrukcji uda się uniknąć. Kolano trzyma, mini szuflada, ciut luzu, ale tak samo zachowuje się zdrowa strona. Będzie dobrze myślą panowie, ale lekki stresik jest obecny. Co powie doktor, co zrobi na wizycie, co zaordynuje?

 

Fizjo przy innym pacjencie, dzwoni Marcin, chwila przerwy, co słychać, wieści są pomyślne. Doktor kręcił kolanem, tu i tam, w każdą stronę, testy ujemne. Widać zadowolenie u ortopedy, Marcin uśmiech od ucha do ucha. Jest, jest SUKCES, owoc dwumiesięcznej pracy Marcina i rehabilitanta jest słodki i smakuje wyśmienicie. Trzy razy nad Marcinem zawisło ryzyko artroskopii, trzy razy przed nią uciekł, zuch chłopak.

 

Marcin jednak nie ustaje w dążeniu do powrotu do normalnego życia. Walka dla niego trwa nadal, wie, że mimo iż kolano trzyma, nastał teraz czas na funkcjonalny trening. Fizjo przeistacza się w trenera, jest skrupulatny, wylicza wady podczas treningu motoryki. Marcin z pokorą przyjmuje je do siebie, to dla mojego, osobistego dobra myśli. Dam radę, nie poddam się!!

 

Oto historia owocnej współpracy dwóch panów - pacjenta Marcina i fizjo Tadeusza. Napiszemy teraz bez fałszywej skromności, że dla tego duetu nie ma rzeczy niemożliwych.

 

- - -

Jeśli i ty uległeś urazowi, nawet jeśli rokowania są złe, nie poddawaj się, zaufaj specjalistom z HRC Rehabilitacja, oni pomogą wrócić do zdrowia tak jak aktualnie pomagają Marcinowi i innym pacjentom. Skontaktuj się z nami, bez zwłoki. Zapraszamy!!